Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy szczytem wieczornego sukcesu było przegadanie trzech godzin z najlepszym przyjacielem, wyjście do knajpy w stałym gronie czy wspólny wypad do kina, a jedynym „powiadomieniem”, jakie nas interesowało, było głośne wołanie mamy z okna, że kolacja już na stole? Nie było wtedy algorytmów pilnujących naszego zaangażowania. Nie było czerwonych kropczek nad ikonami aplikacji, które krzyczą o uwagę i wywołują mikroskopijny wyrzut dopaminy zmieszanej z lękiem, że coś nas właśnie omija. Była po prostu codzienność. Trochę nudna, trochę szara, ale niesamowicie… prawdziwa.



