Nie będę ukrywać, że kiedy dostałem maila od wydawnictwa Novae Res z propozycją współpracy i recenzji powieści „Gate D5” Jamesa Ally’ego, naprawdę się cieszyłem. Czułem, że to nie tylko szansa na recenzowanie książki, ale także na podzielenie się własnym głosem. A kiedy paczka dotarła, wziąłem książkę do ręki, wiedziałem, że to będzie coś wyjątkowego. Bo choć nigdy nie ukrywałem że będę szczery w recenzjach, ktoś wyraźnie mi zaufał. Zwłaszcza, że Gate D5 nie jest „byle jaką” książką, a powieścią dotykającą tematów wyraźnie mi bliskich. Zawierająca w sobie watki LGBT, a o czym nie raz przekonałem się w swojej twórczości, to w Polsce nadal jest to temat tabu. Już samo to sprawiło, że na starcie byłem do niej pozytywnie nastawiony, nie wiem jednak czy nie za bardzo….
Przygotowałem dla Ciebie spis treści, który pomoże Ci łatwiej nawigować po tym wpisie.
Gate D5 – Historia, która zaczyna się od straty

Głównym bohaterem książki jest Tom, mężczyzna, któremu życie dosłownie wymyka się spod kontroli po traumatycznym wydarzeniu na lotnisku w Amsterdamie. To doświadczenie, pełne bólu i straty, otwiera w nim rany, które infekują wszystko wokół – relacje, codzienność, poczucie sensu. W tym chaosie pojawia się Lukas, którego znajomość z Tomem na początku wydaje się być przypadkowa, ale szybko staje się kluczowa dla jego dalszego życia. Lukas nie jest po prostu kolejnym bohaterem romantycznym, on zaczyna zajmować coraz więcej przestrzeni w życiu Toma. – staje się katalizatorem zmian, które są zarówno trudne, jak i bolesne. Choć można by pomyśleć, że „Gate D5” to klasyczny romans, to tak naprawdę jest to historia o odbudowywaniu siebie po traumie, w której miłość staje się nie tylko ratunkiem, ale także lustrem, w którym odbijają się wszystkie nasze pęknięcia.
ZOBACZ TEŻ: Holland not = Poland!
Amsterdam skradł moje serce.
Realizm, który naprawdę boli
Jedno muszę przyznać – James Ally nie pudruje rzeczywistości – nie znajdziemy tutaj słodkich frazesów o tym, że miłość uzdrawia wszystko. Wręcz przeciwnie, książka porusza trudne tematy: zdradę, depresję, żałobę i samotność. Momentami wyraźnie czujemy jego beznadzieję . To właśnie te momenty – długie, intensywne sceny terapeutyczne, które nie oferują łatwych odpowiedzi– ciężkie, uderzająco prawdziwe. To właśnie one najmocniej we mnie zostały. Książkę dobrze czytać partiami, żeby odetchnąć i pomyśleć, bo często ma się wrażenie, że te fragmenty ktoś mógłby wyciągnąć z prawdziwego życia. I to właśnie w takich momentach czułem, że Gate D5 jest książką, która mówi coś ważnego i coś ważnego chce nam przekazać.

Przy całej tej tematycznej powadze najbardziej zaskoczyło mnie, jak szybko i lekko się tę powieść czyta. James Ally ma styl pozbawiony zbędnych ozdobników – prosty, przejrzysty, czasami wręcz oszczędny, ale dzięki temu historia płynie. Nie ma tu chaosu ani poczucia zagubienia. Zawsze wiadomo, w jakim momencie jesteśmy i gdzie znajdują się bohaterowie. Czytałem tę książkę głównie wieczorami i łapałem się na tym, że „jeszcze jeden rozdział” szybko zamieniał się w godzinę. I to duża zaleta – bo choć historia nie jest łatwa, to przez styl autora można ją przejść szybko, bez znużenia i poczucia, że ugrzęzło się w narracji.
Książka, która nie boi się trudnych tematów

Ogromnym plusem, to co wyróżnia „Gate D5” na tle innych książek, to odwaga autora w poruszaniu tematów niewygodnych i kontrowersyjnych. Zdrada, depresja, samotność, nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami – to wątki, które rzadko pojawiają się w literaturze LGBT. W literaturze LGBT często spotykałem się z historiami, które były trochę wyidealizowane, jakby autorzy bali się zbyt mocno dotknąć rzeczywistości. A tutaj tego nie ma. Ally pokazuje, że życie bywa brudne, że uczucia nie zawsze nas ratują, że terapia nie daje cudownych recept w tydzień. I właśnie dlatego warto po Gate D5 sięgnąć.
Ale… im dalej, tym coś zaczęło mi nie pasować…
Nie byłbym sobą, gdybym nie napisał o tym, co przeszkadzało mi najbardziej. Bo choć książka naprawdę ma wiele zalet, to przez cały czas czytania coś we mnie zgrzytało i wyraźnie przeszkadzało. I długo nie wiedziałem co. Dopiero po kilkudziesięciu stronach uświadomiłem sobie, że chodzi o… infantylizm bohaterów. Tom i Lucas to mężczyźni po czterdziestce, powieść wprost mówi o wieku Toma – 42 lata. Tymczasem ich zachowania i dialogi brzmią tak, jakby mieli po 17 lat i właśnie przeżywali swoje pierwsze zauroczenie. Te wszystkie niepewne gesty, nadmierne emocjonalne huśtawki, rozmowy o uczuciach podane w taki naiwny sposób – to kompletnie nie pasowało mi do dorosłych mężczyzn po przejściach. I przyznam szczerze – chwilami aż wybijało mnie to z rytmu historii. Znam wielu gejów w tym wieku… żaden tak się nie zachowuje, a wręcz pojawia się pragmatyczna obojętność niż motyle w brzuchu… tu po prostu nie było prawdziwe, miałem wrażenie, że ich emocje były nieadekwatne do ich doświadczeń.

Nie wiem, czy mam rację, ale podejrzewam, że ten brak dojrzałości bohaterów wynika z młodego wieku autora. Szukałem informacji o Jamesie Allym – niestety bezskutecznie. Z tego, co udało mi się wyczuć, autor jest dość młodą osobą, może nawet w moim wieku. Tymczasem pisze o dojrzałych bohaterach, ale jego sposób ukazywania ich emocji wciąż jest młodzieńczy, który pasuje bardziej do nastolatków niż do czterdziesto-kilkulatków. Szkoda, bo gdyby postaci były bardziej emocjonalnie dojrzałe to ta historia mogłaby zyskać na głębi i autentyczności, a tak to sprawia, że całość traci trochę na wiarygodności.
WARTO PRZECZYTAĆ: Z wizytą w stolicy Europy! Belgia – moje największe turystyczne zaskoczenie
Gate D5 – Dlaczego mimo wszystko warto
I teraz najważniejsze: mimo tego wszystkiego uważam, że Gate D5 warto przeczytać. Bo to książka, która otwiera przestrzeń na tematy, o których w Polsce wciąż mówi się za mało. Opowieść o mężczyznach, którzy kochają mężczyzn – i o tym, że ich życie nie sprowadza się do prostych, ckliwych historii, ale też do bólu, traumy i prób podnoszenia się z upadku. Mimo niedoskonałości książka zostaje w głowie, zmusza do refleksji i daje czytelnikowi coś, co nie jest oczywiste – prawdziwe emocje, nawet jeśli podane w nie do końca dojrzałej formie.

Wydawnictwo, które daje przestrzeń
Na koniec muszę po raz kolejny podkreślić – ogromny szacunek dla Novae Res. To jedno z nielicznych wydawnictw w Polsce, które regularnie wydaje książki z wątkami LGBT, mimo że temat ten w Polsce wciąż bywa trudny i kontrowersyjny. Dzięki takim decyzjom wydawniczym polska literatura staje się bardziej różnorodna, otwarta na tematy tabu i – przede wszystkim – bardziej autentyczna.I choćby tylko za to warto mówić o „Gate D5”.
Podsumowując…
„Gate D5” to książka, która porusza i zostawia w czytelniku ślad. Czyta się ją szybko dzięki lekkiej narracji i przejrzystej strukturze, ale jednocześnie nie jest to lektura łatwa emocjonalnie. To opowieść o stracie, próbie odbudowania siebie, o miłości, która nie zawsze ratuje, i o terapii, która uczy, że czasem jedyne, co możemy zrobić, to powoli sklejać się na nowo. Czy bohaterowie są zbyt infantylni jak na swój wiek? Tak. Czy to przeszkadza? Momentami bardzo. Ale mimo to – „Gate D5” to książka, którą warto przeczytać, jeśli szukasz w literaturze szczerości i jeśli chcesz zobaczyć, jak polski rynek powoli, ale konsekwentnie otwiera się na historie LGBT.

KUPISZ TUTAJ: James Ally – „Gate D5”
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA DRUGIEJ CZĘŚCI CUDZEGO ŻYCIA – NOWY POCZĄTEK!

TU KUPISZ KSIĄŻKĘ
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ DRUGIEJ KSIĄŻKI: CUDZE ŻYCIE

TU KUPISZ KSIĄŻKĘ
Oceń stylizacje
( głosów)👁 Ten wpis został przeczytany 1346 razy.
☕ Szacowany czas czytania: 8 min.



I appreciate you sharing this blog post. Thanks Again. Cool.
This was beautiful Admin. Thank you for your reflections.