Pamiętacie jeszcze jak kiedyś szczytem wieczornego sukcesu było przegadanie trzech godzin z najlepszym przyjacielem, wyjście do knajpy w stałym gronie czy wspólny wypad do kina, a jedynym „powiadomieniem”, jakie nas interesowało, było głośne wołanie mamy z okna, że kolacja już na stole? Nie było wtedy algorytmów pilnujących naszego zaangażowania. Nie było czerwonych kropczek nad ikonami aplikacji, które krzyczą o uwagę i wywołują mikroskopijny wyrzut dopaminy zmieszanej z lękiem, że coś nas właśnie omija. Była po prostu codzienność. Trochę nudna, trochę szara, ale niesamowicie… prawdziwa.
Dziś, kiedy budzę się rano i pierwsze, co robię (bądźmy ze sobą szczerzy – większość z nas tak robi), to sięgnięcie po telefon, zaczynam się zastanawiać: kiedy właściwie daliśmy się złapać w tę pułapkę? Kiedy daliśmy sobie wmówić, że nasze życie ma wartość tylko wtedy, gdy zostanie odpowiednio oznaczane, skomentowane i polubione?
Przygotowałem dla Ciebie spis treści, który pomoże Ci łatwiej nawigować po tym wpisie.
Iluzja ciągłego biegu

Żyjemy w świecie, który cierpi na permanentny brak oddechu. Media społecznościowe zmieniły nie tylko to, jak się komunikujemy, ale przede wszystkim to, jak postrzegamy własne osiągnięcia. Kiedyś sukces miał prosty, namacalny wymiar. Zdałeś trudny egzamin. Przeczytałeś świetną książkę, która zostawiła Cię z głową pełną myśli na kilka dni. Zrobiłeś coś po raz pierwszy i poczułeś dumę. Cieszyłeś się tym w ciszy albo w małym, zaufanym gronie.
ZOBACZ TEŻ: Letni minimalizm…
Jak stylizować len i koronkę w męskiej szafie?
Dziś? Jeśli nie wrzucisz relacji ze swojego „sukcesu”, to czy on w ogóle miał miejsce? Przebiegłeś 10 kilometrów? Super, ale gdzie screen z aplikacji do biegania? Zjadłeś pyszny obiad w nowej knajpie? Pięknie, ale czy estetyczne zdjęcie trafiło na InstaStory? Przeczytałeś mądrą książkę? Fajnie, ale czy zebrałeś pod jej recenzją odpowiednio dużo serduszek?
Wpadliśmy w spiralę, w której każdą chwilę nawet tę najbardziej intymną czy relaksującą próbujemy natychmiast spieniężyć na walutę internetowej atencji. Sukces przestał być stanem ducha, a stał się produktem. A my, zamiast go przeżywać, zajmujemy się jego marketingiem i rejestwowaniem na story.
Internet nagradza brak refleksji

Social media to też moje życiai praca ale jako absolwent socjologii nie potrafię patrzeć na to bez głębszej analizy. Social media zostały zaprojektowane tak, by żerować na naszych najbardziej podstawowych potrzebach: potrzebie akceptacji, przynależności i bycia ważnym. Tyle tylko, że dają nam one jedynie atrapę tych wartości.
„Internet nagradza brak refleksji. Spokojna refleksja przegrywa z oburzeniem, a wyważona opinia ginie wśród emocjonalnych reakcji.”
W pogoni za zasięgami i cyferkami zaczynamy gubić to, co najważniejsze, zwykła autentyczność. Zaczynamy dopasowywać swoje życie pod algorytm. Wycinamy z naszej codzienności trudne momenty, zostawiając idealną, wygładzoną wersję siebie. A potem inni patrzą na te nasze „idealne wersje”, czują frustrację, że ich życie tak nie wygląda, i karuzela sztuczności kręci się dalej. Sami tworzymy świat, w którym boimy się przyznać do słabości, błędu czy zwyczajnego, gorszego dnia.
Tęsknota za tym, co „tu i teraz”

Jasne, łatwo jest idealizować przeszłość. Często wracamy do niej przez różowe okulary, zapominając, że wtedy też bywało ciężko. Ale jedna rzecz była wtedy bezdyskusyjnie lepsza: mieliśmy prawo do bycia nieobecnym. Mieliśmy prawo do świętego spokoju. Dzisiaj bycie „offline” stało się luksusem, na który mało kto potrafi sobie pozwolić. Boimy się odłożyć telefon na jeden dzień, bo dopada nas FOMO lęk, że coś nas ominie. Tylko co nas omija? Kolejna porcja dram, kolejny trend, który za trzy dni i tak zostanie zapomniany?
POLECAM: Resort wear dla faceta.
Jak ubierać się na wakacjach i nie wyglądać jak turysta?
Prawdziwe życie nie dzieje się w powiadomieniach. Ono dzieje się dokładnie tam, gdzie akurat nie patrzymy, bo nasz wzrok jest utkwiony w świecącym ekranie. Dzieje się w smaku porannej kawy, w rozmowie z bliską osobą, w ciszy, która nie musi być niczym zagłuszana.
Czas na mały reset

Nie chodzi o to, żeby teraz rzucić wszystko, usunąć konta w mediach społecznościowych i zamieszkać w bieszczadzkiej głuszy (choć przyznam, że czasem ta wizja brzmi kusząco). Internet i social media są świetnymi narzędziami pozwalają nam dzielić się pasją, utrzymywać kontakt z ludźmi czy po prostu szukać inspiracji. Wszystko jednak rozchodzi się o granice.
Może warto czasem dać swojej głowie urlop? Pozwolić sobie na ten przysłowiowy „reset mózgu”, o którym tak często zapominamy w codziennym pędzie? Spróbuj zrobić coś tylko dla siebie – bez pokazywania tego światu. Przeczytaj książkę, idź na spacer, ugotuj coś dobrego i nie rób temu zdjęcia. Zobacz, jak to smakuje, kiedy nikt nie patrzy.
Odpocznij od ciągłego porównywania się. Twój sukces nie potrzebuje pieczątki w postaci liczby polubień, by być prawdziwym sukcesem. Dorosłe życie bywa trudne i wymaga od nas ciągłego ogarniania się na wielu płaszczyznach. Nie utrudniajmy go sobie dodatkowo, ścigając się w maratonie, w którym meta jest przesuwana przez algorytm każdego dnia. Może to właśnie dzisiaj jest ten dzień, żeby odłożyć telefon, wyciszyć powiadomienia i po prostu… pożyć? Tak po zwyczajnemu.
A jak to wygląda u Was? Też łapiecie się czasem na tym, że tęsknicie za czasami sprzed ery smartfonów, czy może świetnie odnajdujecie się w tym cyfrowym świecie? Dajcie znać w komentarzach!
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ KOLENEJ KSIĄZKI!
KRÓLOWA DRAM! JUŻ W SPRZEDAŻY

Czy zdarzyło Ci się kiedyś marzyć o byciu szczuplejszą, piękniejszą, bardziej perfekcyjną?
Eliza marzy dokładnie o tym samym…, tylko że jej życie wymknęło się spod kontroli i wygląda zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowała. Na co dzień gra rolę lojalnej BFF – mistrzyni od ogarniania problemów wszystkich swoich przyjaciół (przynajmniej tak jej się wydaje). Ale jej własny świat? Cóż, totalna masakra.
Miłość, praca, przyjaciele (czy na pewno nimi są?),rodzina, która nie akceptuje jej życia w stolicy. I właśnie wtedy przychodzi moment olśnienia: jak sama mówi, skoro życie „ucieka jej przez dłonie”, podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – napisze książkę. Tyle, że nie o sobie, lecz o życiu swojego przyjaciela Adasia. Czy to ją uratuje? Czy pogrąży jeszcze bardziej?
Poznaj polską Bridget Jones, królową pomyłek, przekręceń i dram – bo przecież każdy kraj zasługuje na swoją Bridget!
TU KUPISZ KSIĄŻKĘ Z AUTOGRAFEM
Oceń stylizacje
( głosów)👁 Ten wpis został przeczytany 910 razy.
☕ Szacowany czas czytania: 7 min.







I like the efforts you have put in this, regards for all the great content.
Nice post. I learn something totally new and challenging on websites