Nie zrobiłem w tym roku postanowienia noworoczne… to nie dla mnie! świadomie z nich zrezygnowałem?
Nie była to żadna manifestacja dojrzałości ani bunt przeciwko styczniowej tradycji. Raczej cicha, wewnętrzna decyzja, która przyszła sama — świadoma i przemyślana, bez przekonywania kogokolwiek do swojej racji. Decyzja wynikająca z obserwacji: siebie, ludzi dookoła i tego, jak od lat wygląda ten sam schemat, powtarzany co roku niemal w identycznej formie. I ile z niego zostaje na koniec roku.
Bo im jestem starszy, tym wyraźniej widzę, że postanowienia noworoczne rzadko mają cokolwiek wspólnego z realną zmianą. Dużo częściej są próbą przykrycia zmęczenia, frustracji albo poczucia, że coś w życiu od dawna nie gra, ale nie bardzo wiemy, jak się za to zabrać. Są bardziej reakcją na dyskomfort niż świadomą decyzją. I szczerze mówiąc… gówno z nich wynika!
Przygotowałem dla Ciebie spis treści, który pomoże Ci łatwiej nawigować po tym wpisie.
Nowy rok nie zaczyna niczego od nowa

Jest w tej dacie coś symbolicznego, co bardzo lubimy przeceniać. Jakby noc z 31 grudnia na 1 stycznia miała w sobie jakąś magiczną właściwość resetowania problemów, charakteru i konsekwencji własnych decyzji. Chcemy wierzyć, że wraz z wybiciem północy coś się domknie, a coś innego zacznie od zera. A to totalna bzdura.
ZOBACZ TEŻ: Gdzie się podziała Magia Świąt?
I czemu tak trudno dziś ją znaleźć…
Tymczasem po drugiej stronie tej daty wciąż jesteśmy tą samą osobą z tym samym zmęczeniem, tymi samymi przyzwyczajeniami i tym samym bagażem, którego nie da się zostawić pod choinką. Powiem więcej… nawet bagaż problemów idzie z nami na kolejny rok. Nowy rok nie zmienia życia. Zmienia się tylko kartka w kalendarzu. A my bardzo chętnie udajemy, że to wystarczy, żeby poczuć ulgę.
Postanowienia jako elegancka forma odkładania problemów

Postanowienia noworoczne mają w sobie coś uspokajającego. Dają poczucie, że „zajmiemy się tym później”. Że jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś, ale już niedługo. Że wciąż mamy czas, bo przecież cały rok przed nami. Od stycznia. Od poniedziałku. Od nowego roku. To bardzo komfortowe miejsce, bo nie wymaga działania tu i teraz. Wszystko jest… od… nie już.
Tylko że to „później” bardzo często nigdy nie nadchodzi. Bo jeśli przez ostatnie miesiące nie było w nas gotowości na zmianę, to sama zmiana daty raczej jej nie stworzy. Co najwyżej da chwilowe poczucie kontroli i satysfakcję z zapisania kilku punktów w notatniku. A potem przychodzi luty i życie szybko weryfikuje wszystkie te ambitne plany.
Najczęściej wiemy, co jest nie tak, tylko nie chcemy tego nazwać

Mam wrażenie, że większość ludzi doskonale wie, co w ich życiu wymaga zmiany. Czujemy to intuicyjnie, czasem bardzo wyraźnie, ale rzadko chcemy to nazwać wprost. Zamiast tego wolimy ubrać problem w bezpieczną formę postanowień. One są mniej konfrontacyjne. Nie zmuszają do stawiania trudnych pytań ani do przyznania przed sobą, że coś ciągniemy od miesięcy, a czasem nawet od lat.
POLECAM: „Magiczna podróż” – Święta przez duże C!
Recenzja książki Kasi Bulicz-Kasprzak
Postanowienia noworoczne są więc często bardziej o nadziei niż o działaniu. O tym, że może tym razem się uda, bez zatrzymania się na chwilę i zadania sobie pytania, dlaczego wcześniej się nie udawało. A bez tej odpowiedzi bardzo łatwo powielić dokładnie ten sam schemat.

Najważniejsze zmiany w moim życiu nie zaczynały się wraz z fajerwerkami. Zaczynały się po cichu, w momentach, które nie miały w sobie nic symbolicznego ani podniosłego. W środku tygodnia. Po jednej rozmowie. Po jednym wieczorze, kiedy coś w głowie w końcu się poukładało albo całkowicie rozsypało. Bo naprawdę to zazwyczaj utrata czegoś, co było dla mnie ważne, determinowała znaczące zmiany w moim życiu, a nie zwykła data.
Bez list. Bez deklaracji. Bez ogłaszania światu, że „od teraz będzie inaczej”. Bo prawdziwa zmiana nie potrzebuje widowni ani aprobaty. Potrzebuje decyzji, a ta najczęściej rodzi się wtedy, kiedy przestajemy uciekać od niewygodnych myśli.
W tym roku wybrałem obserwację zamiast postanowień

Zamiast spisywać cele na najbliższe dwanaście miesięcy, wolę przyglądać się temu, co faktycznie robię na co dzień. Gdzie uciekam. Co odkładam. Co mnie męczy, choć udaję, że jest w porządku. To mniej efektowne niż lista postanowień, ale zdecydowanie bardziej uczciwe wobec samego siebie. Nie mam planu na „lepszą wersję siebie”. Mam za to zgodę na to, że zmiana nie musi zaczynać się pierwszego dnia roku. Może zacząć się w dowolnym momencie wtedy, kiedy przestaniemy udawać, że wszystko jakoś samo się ułoży.
Może po prostu oczekujemy od tego jednego dnia w roku zbyt wiele. Przerzucamy na niego odpowiedzialność za rzeczy, które wymagają czasu, konsekwencji i odwagi. Może zamiast kolejnych obietnic wobec siebie warto zadać sobie jedno, prostsze pytanie: co od dawna wiem, że powinienem zmienić, ale boję się to zrobić?
WARTO PRZECZYTAĆ: Święta, święta… i po Świętach
czyli o tym, jak zatrzymać świąteczny vibe na dłużej
Bez daty.
Bez presji.
Bez noworocznej narracji.
Bo życie nie działa w trybie rocznym.
I zmiana rzadko przychodzi wtedy, kiedy wpiszemy ją w kalendarz.

LATEXOWY GARNITUR ZE STYLIZACI – KUPISZ TUTAJ
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ KOLENEJ KSIĄZKI!
KRÓLOWA DRAM! JUŻ W SPRZEDAŻY

Czy zdarzyło Ci się kiedyś marzyć o byciu szczuplejszą, piękniejszą, bardziej perfekcyjną?
Eliza marzy dokładnie o tym samym…, tylko że jej życie wymknęło się spod kontroli i wygląda zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowała. Na co dzień gra rolę lojalnej BFF – mistrzyni od ogarniania problemów wszystkich swoich przyjaciół (przynajmniej tak jej się wydaje). Ale jej własny świat? Cóż, totalna masakra.
Miłość, praca, przyjaciele (czy na pewno nimi są?),rodzina, która nie akceptuje jej życia w stolicy. I właśnie wtedy przychodzi moment olśnienia: jak sama mówi, skoro życie „ucieka jej przez dłonie”, podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – napisze książkę. Tyle, że nie o sobie, lecz o życiu swojego przyjaciela Adasia. Czy to ją uratuje? Czy pogrąży jeszcze bardziej?
Poznaj polską Bridget Jones, królową pomyłek, przekręceń i dram – bo przecież każdy kraj zasługuje na swoją Bridget!
TU KUPISZ KSIĄŻKĘ Z AUTOGRAFEM
Oceń stylizacje
( głosów)👁 Ten wpis został przeczytany 844 razy.
☕ Szacowany czas czytania: 7 min.



This is really interesting, You’re a very skilled blogger. I’ve joined your feed and look forward to seeking more of your magnificent post. Also, I’ve shared your site in my social networks!
For the reason that the admin of this site is working, no uncertainty very quickly it will be renowned, due to its quality contents.