Gdyby ktoś zaproponował mi Szkocję na urlop, pewnie nie byłby to mój pierwszy wybór. Jestem zdecydowanie ciepłolubny, a Szkocja, chcąc nie chcąc, kojarzy mi się z deszczem, mgłą i wiatrem, który potrafi przewrócić człowieka na prostej drodze. Zazwyczaj szukam słońca, lazurowej wody i ubrań z lekkiego lnu, a nie grubych, mięsistych swetrów, warstwowej odzieży czy nieprzemakalnych kurtek, bez których wyjście z hotelu przypomina rosyjską ruletkę. Jednak czasami najpiękniejsze, najbardziej zapadające w pamięć zaskoczenia podróżnicze przychodzą właśnie z tych kierunków, w stosunku do których nie budujemy wielkich oczekiwań.
Dziś, po powrocie, muszę bez bicia przyznać się do błędu: ten surowy, mglisty i niesamowicie klimatyczny kraj zupełnie skradł moje serce, sprawiając, że na kilka dni zresetowałem głowę i poczułem się tak, jakbym fizycznie przekroczył granicę zupełnie innej, baśniowej rzeczywistości.

Przygotowałem dla Ciebie spis treści, który pomoże Ci łatwiej nawigować po tym wpisie.
Edynburg, czyli architektoniczny majstersztyk z wyjątkowym klimatem
Swoją przygodę ze Szkocją zaczyna się od jej serca i mówiąc zupełnie szczerze, Edynburg po prostu powala na kolana już od pierwszych minut spaceru. To, co uderza w tym mieście najbardziej i robi niesamowite wrażenie na każdym, kto ceni estetykę, to absolutna, konsekwentna spójność architektoniczna. Całe miasto wygląda tak, jakby zostało wyciosane z jednej, potężnej palety ciemnego, wiekowego kamienia, a potem przesiąkło duchem minionych stuleci.

Nie ma tu miejsca na przypadkowy chaotyczny powiew nowoczesności czy krzykliwe, niedopasowane fasady, które psułyby historyczny klimat starówki. Wąskie, spadziste uliczki biegnące w głąb miasta, tajemnicze, wręcz mroczne closes (przejścia i zaułki rozciągające się między kamienicami), monumentalny zamek dumnie górujący nad miejską panoramą na szczycie wygasłego wulkanu oraz ta wszechobecna, gotycka aura sprawiają, że co chwilę łapiesz się na wrażeniu, iż spacerujesz po plenerze ekranizacji prozy Tolkiena czy scenografii do książek J.K. Rowling. Zresztą zapach palonego drewna unoszący się z kawiarnianych kominów, szelest tradycyjnych kiltów i dym ścielący się nad dachami dają niezwykłe poczucie, że Edynburg żyje własnym, niepowtarzalnym i bardzo tajemniczym rytmem.
Filmowy obłęd wokół Fort William, tajemnicze Glencoe i wiadukt Harry’ego Pottera

Im dalej zmierza się na północ, tym krajobraz zaczyna się zmieniać, stając się jeszcze bardziej surowym, monumentalnym i otwartym. Kiedy wjechałem w rejon Fort William oraz kultowej, spowitej legendami doliny Glencoe, po prostu zaniemówiłem. To właśnie w tym miejscu natura przejmuje pełną kontrolę i staje się reżyserem najbardziej spektakularnych widoków, jakie można zobaczyć w Europie. Przestrzeń jest tak przytłaczająco ogromna, że człowiek stojący na środku doliny czuje się przy niej absolutnie maleńki gigantyczne, czarne górskie pasma przysłonięte ciężkimi, nisko zawieszonymi chmurami, kaskady wodospadów spływające po pionowych ścianach, tajemnicze ruin zamków osadzone na skraju posępnych, ciemnych jezior (lochów) oraz niemal nierealna, głęboka zieleń.
POLECAM: Kiedyś było jakoś fajniej…
kiedy sukces nie był mierzony liczbą powiadomień,
Nic dziwnego, że ta kraina stała się mekką dla twórców największych kinowych produkcji. Spacerując doliną, maszerujesz z głową w chmurach i czujesz, jakby zza najbliższego grani za moment miał wyłonić się potężny smok ze świata George’a R.R. Martina albo jakby zza mgły miała wyłonić się historyczna armia.

A prawdziwą wisienką na torcie dla każdego popkulturowego maniaka jest słynny wiadukt w Glenfinnan. Zobaczenie na własne oczy tego potężnego, kamiennego Mostu Glenfinnan, na którym w dokładnie wyznaczonym czasie mknie stary parowóz buchający parą, dostarcza czysto nostalgicznej, dziecięcej wręcz magii i emocji.
Sielankowy i surowy raj: Niesamowita Isle of Skye

Jeśli Glencoe wgniata w ziemię swoim epickim majestatem i mrokiem, to wyspa Skye (Isle of Skye) dopisuje do tej szkockiej opowieści zupełnie nowy, oszałamiający i o wiele bardziej sielankowy rozdział. Skye bez dwóch zdań zasługuje na miano prawdziwej perły w koronie Szkocji. Urzekło mnie w niej przed wszystkim niesamowite, płynne łączenie skrajnych kontrastów.
Z jednej strony spoglądasz na strzeliste, zębate i groźnie wyglądające szczyty górskie oraz potężne klify uderzane z impetem przez spienione fale oceanu, a z drugiej – dosłownie kilkaset metrów dalej, na szmaragdowych, miękkich pagórkach całkowicie spokojnie pasą się puszyste stada szkockich owiec oraz charakterystyczne, kudłate krowy ras Highland. Bliskość morza, specyficzne, zmieniające się co kilkanaście minut światło przebijające się przez chmury i ta niesamowita, wszechogarniająca cisza sprawiają, że Skye wydaje się miejscem wyjętym z nierealnej pocztówki.

To idealna przestrzeń do tego, by na chwilę odłożyć telefon, zatrzymać wieczny pęd, wziąć głęboki oddech rześkim powietrzem i po prostu napawać oczy widokami, jakich nie da się podrobić w żadnym innym zakątku świata.
Szkocka kuchnia – specyficzna, sycąca i z wyraźną tożsamością
Bądźmy ze sobą zupełnie szczerzy: szkocka kuchnia z pewnością nie zajmie pierwszego miejsca w moim prywatnym rankingu ulubionych smaków świata i z pewnością nie zastąpi mi lekkich, świeżych dań kuchni śródziemnomorskiej, do których mam słabość. Bywa pożywna, ciężka i w całości oparta na dawnych, surowych tradycjach. Trzeba jej jednak uczciwie przyznać jedno – ma swoją własną, niezmiernie wyrazistą tożsamość.

Słynne haggis, choć z opisu składników potrafi brzmieć dla wielu dość wyzywająco, po przełamaniu pierwszych oporów i spróbowaniu okazuje się niesamowicie głęboko przyprawioną, sycącą potrawą, która idealnie rozgrzewa organizm po całym dniu spędzonym na wietrze i w deszczu. Do tego dochodzą genialne, wyławiane na miejscu świeże owoce morza przy wybrzeżu Skye, gęste, rozgrzewające zupy oraz tradycyjne, treściwe szkockie śniadania. To kuchnia pozbawiona zbędnego nadęcia, prostolinijna, ale do bólu szczera i idealnie współgrająca z surowym charakterem tego kraju.
Szkoci: Otwartość serca ukryta pod płaszczem tradycji

Równie ważni jak same widoki są ludzie, którzy zamieszkują tę wyjątkową krainę. Na osobny, mocny akapit zasługują bowiem sami Szkoci. Choć na każdym kroku wyraźnie czuje się tu głęboki szacunek do historii, kultywowanie tradycji oraz pewien naturalny konserwatyzm – manifestujący się dumnym noszeniem kiltów przy ważniejszych okazjach czy kultywowaniem lokalnych obyczajów.
Mieszkańcy Szkocji ujęli mnie od razu swoją niezwykłą pogodą ducha. Są bezinteresownie otwarci, nienachalnie życzliwi i zawsze gotowi do rzucenia celnym żartem czy krótkiej rozmowy w klimatycznym, osiedlowym pubie. W ich postawie nie ma ani krzty sztuczności czy turystycznej reżyserii; jest za to mnóstwo ciepła, autentycznej serdeczności i ogromnego, godnego podziwu dystansu do samych siebie (a zwłaszcza do kapryśnej pogody, z której potrafią dowcipkować bez końca). To sprawia, że nawet gdy wiatr próbuje wyrwać z rąk aparat, a deszcz zacina z każdej strony, człowiek czuje się wśród nich niezwykle bezpiecznie i swobodnie.
Podsumowując: czy wróciłbym do Szkocji?

Bez mrugnięcia oka. Mimo że nie jest to kierunek dla osób szukających całodziennego wylegiwania się na plaży i palącego słońca, oferuje w zamian coś o wiele bardziej wartościowego – niesamowitą, żywą historię, niezwykły popkulturowy i filmowy klimat oraz majestatyczne krajobrazy, do których głowa wraca jeszcze długo po rozpakowaniu walizek w domu.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ KOLENEJ KSIĄZKI!
KRÓLOWA DRAM! JUŻ W SPRZEDAŻY

Czy zdarzyło Ci się kiedyś marzyć o byciu szczuplejszą, piękniejszą, bardziej perfekcyjną?
Eliza marzy dokładnie o tym samym…, tylko że jej życie wymknęło się spod kontroli i wygląda zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowała. Na co dzień gra rolę lojalnej BFF – mistrzyni od ogarniania problemów wszystkich swoich przyjaciół (przynajmniej tak jej się wydaje). Ale jej własny świat? Cóż, totalna masakra.
Miłość, praca, przyjaciele (czy na pewno nimi są?),rodzina, która nie akceptuje jej życia w stolicy. I właśnie wtedy przychodzi moment olśnienia: jak sama mówi, skoro życie „ucieka jej przez dłonie”, podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – napisze książkę. Tyle, że nie o sobie, lecz o życiu swojego przyjaciela Adasia. Czy to ją uratuje? Czy pogrąży jeszcze bardziej?
Poznaj polską Bridget Jones, królową pomyłek, przekręceń i dram – bo przecież każdy kraj zasługuje na swoją Bridget!
TU KUPISZ KSIĄŻKĘ Z AUTOGRAFEM
Oceń stylizacje
( głos)👁 Ten wpis został przeczytany 2277 razy.
☕ Szacowany czas czytania: 9 min.






