Mówi się, że marzenia najlepiej smakują, gdy w końcu się spełniają, ale umówmy się rzeczywistość nie raz mogą odbiegać od naszych wyobrażeń na jakiś temat. Na szczęcie z Meksykiem było inaczej. Od lat miałem go na szczycie mojej listy marzeń a zatem kiedy w końcu wylądowałem w Mexico City, od którego zaczęliśmy zwiedzanie tego kraju, poczułem to specyficzne uderzenie adrenaliny. To nie był tylko kolejny odhaczony punkt na mapie. To był strzał w dziesiątkę, który siedział we mnie od dawna. Bo Meksyk to nie tylko perła latynoskiej Ameryki ale niepowtarzalny vibe, klimat i energia, która zostaje z tobą na zawsze!
Przygotowałem dla Ciebie spis treści, który pomoże Ci łatwiej nawigować po tym wpisie.
Mexico City: Gigant, który daje oddychać!

Stolica Meksyku – Mexico City. Przyznam szczerze, że budziła mój lek. Będąca jednym z największych miast na świecie byłem przekonany, że czeka mnie zwiedzanie wśród tłumów, zgiełku i braku powietrza. Spodziewałem się betonu po horyzont, smogu gryzącego w gardło i klaustrofobii. A czym wita nas Mexico City ? Zieleń, wszędzie zieleń! CDMX jest niesamowicie zadrzewione. Idziesz szerokimi alejami w dzielnicach takich jak Roma czy Condesa, mijasz parki spokojnie spacerujących, uśmiechniętych ludzi i nagle zapominasz, że wokół Ciebie tętni życiem dwudziestomilionowy, gigantyczny organizm. Mimo tych skali, w ogóle nie czujesz przytłoczenia. To miasto ma w sobie dziwny spokój ukryty w chaosie.
Niezwykły vibe i (pozorne) bezpieczeństwo
Wszyscy straszą, że w Meksyku na każdym rogu czyha niebezpieczeństwo. Nie bez powodu jest to kraj o największym odsetku porwań na świecie… Czy tak jest? Szczerze, pewnie tak, tylko że jako biały turysta z polski, zupełnie tego nie czujesz. Klimat jest luźny, a ludzie mega pomocni. I być może jest to złudne wynikające z latynoskiego vibu, który cię otacza. Gdzieś z tyłu głowy masz świadomość, że to inna rzeczywistość. Nie ulicach nie brakuje policji lub wojska. Na słupach, murach czy przy wejściach do metra regularnie widzisz plakaty z informacjami o poszukiwaniach i zaginięciach. To mocne uderzenie w twarz, które przypomina, że dla lokalsów życie bywa brutalne. Dla nas, przyjezdnych, stanowi to raczej mroczne tło, element krajobrazu, który buduje ten specyficzny niepokój, ale nie przekłada się na realny strach podczas spaceru. Na ulicach ludzie tańczą, el mariachi grają, wokół świeci słońce a życie toczy się dalej. To wszyto tworzy koloryt tego miasta i musisz brać go z pełnym anturażem.

Lucha Libre – totalny odlot:
Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie o mojej fascynacji sztukami walki, dlatego też nie mogłem odpuścić Lucha Libre. To nie są zwykłe walki, to narodowy teatr, religia i czyste szaleństwo w jednym. Miałem okazję uczestniczyć w tym spektaklu i powiem Wam jedno: ta energia jest nie do opisania. Faceci w maskach, akrobacje przeczące grawitacji i tłum, który ryczy, przeklina i dopinguje swoich idoli. Sam dałem się ponieść temu vibe’owi – darcie „japy” razem z Meksykanami na trybunach to przeżycie, którego nie zapomnę. To esencja tego kraju: duma, maski i show.

Jukatan: Od kolorowych ulic po paszcze aligatorów
Decydując się jednak na wakacje w Meksyku nie mogłem zatrzymać się na stolicy, ale że ten post jest i tak wystarczająco długi, postaram się streścić po krótce to co zachwyciło mnie najbardziej i co koniecznie chciałbym Wam polecić:
- Valladolid: To małe, kolonialne miasteczko, które wygląda jak plan filmowy. Pastelowe elewacje, spokój, zero turystów i… cenoty. Bo To właśnie tutaj jest ich najwięcej. Te naturalne studnie pod ziemią wypełnione wodą. Pełniące rolę podziemnych jaskiń o magicznym charakterze. Kąpiel w chłodnej, krystalicznej wodzie w jaskini, gdzie nad Tobą wiszą korzenie drzew, a przez mały otwór w skale wpada snop światła – naprawdę trudno znaleźć odpowiednie słowa aby opisać to doświadczenie. Nic, co widziałem wcześniej, nie przygotowało mnie na taki widok.

- Rio Lagartos: Prawdopodobnie, gdybym wcześniej wiedział, że wyląduje w małej mieścinie bez Internetu, zmieniłbym plan podróży i tym samym popełnił największy błąd. Bo choć mieliśmy tu być na niecałą dobę, zostaliśmy na trzy dni! To miejsce to był totalny sztos. To miasteczko pełne lokalnej społeczności, która z przyjemnością zabierze was na wycieczkę łodzią w głąb rezerwatu. Widok tysięcy różowych flamingów na tle błękitnego nieba robi wrażenie. Dla amatorów większych wrażeń, tuż obok, w zaroślach i mętnej wodzie, możecie spotkać najprawdziwsze aligatory. Ale nawet pomijając atrakcje tutejszej fauny i flory, to miasto to absolutnie najlepsze studio zdjęciowe na świeżym powietrzu jakie miałem okazje odwiedzić. Tu każda ściana to tło dla wizualnych cudów i to też tu piłem meksykańskie piwo z lokalną społecznością. Tańczyłem na środku placu do latynoskiej muzy i jadłem najlepsze owoce morza jakie miałem w ustach!
- Merida: Miasto z duszą i niesamowitą energią. To tutaj najlepiej poczuć klimat meksykańskich mercado. Lokalne targowiska to serce Meksyku. Zapach ostrych przypraw, świeżych owoców, których nazwy trudno wymówić, i gwar rozmów. To na markecie zobaczysz prawdziwe podejście ludzi – są dumni, niesamowicie pracowici i mają w sobie taką naturalną, ciepłą energię, której nie da się podrobić.

POLECAM: Mamma Mia! Kultowy musical znowu w Polsce!
Recenzja spektaklu Teatru Muzycznego w Łodzi
Tulum: Boho vibe i turkusowa woda
Na koniec naszych wakacji wylądowaliśmy w Tulum. To jest zupełnie inny świat, mekka cyfrowych nomadów i influencerów. Jeśli szukasz estetyki rodem z Pinterest- a drewna, słomy, makram i chilloutowej muzyki sączącej się z każdego baru to jest Twoje miejsce. I choć turystyka daje sie tu we znaki, zarówno w postaci sprej ilości ludzi z każdej strony świata oraz w postaci wyraźnie wyższych cen, plaże w Tulum rekompensują te niedogodności. Są obłędne! Piasek jest biały i drobny jak mąka, a woda ma taki turkus, że oczy bolą. Rządzi tu styl boho, który jest mega klimatyczny, choć momentami czuć, że to mocno wykreowany świat pod turystyczne portfele. No cóż… wieczór z drinkiem przy szumie fal w takim anturażu? Warto, bez dwóch zdań.

Kuchnia, komunikacja i brutalna prawda o cenach
Meksykańska kuchnia to prawdziwa eksplozja smaków. Tacos z ulicy za parę pesos smakują lepiej niż dania w drogich restauracjach. I choć paradoksalnie kuchnia może smakowo odbiegać o tej europejskiej, dla zwolenników, ostrego jedzenia ( a do nich należę) będziecie zadowoleni! Ale uwaga: ceny wcale nie są takie małe. Jeśli myślisz, że Meksyk to taniocha, to mocno się zdziwisz. O ile street food jest na każdą kieszeń, o tyle wejścia do cenot, wycieczki czy jedzenie w modnych miejscach w Tulum potrafią zrujnować portfel. Azja pod względem stosunku jakości do ceny wciąż wygrywa i jest znacznie łaskawsza dla budżetu.

Piramidy i Chichén Itzá: Tam, gdzie czas zwalnia
Czas na gwóźdź programu! Stojąc u stóp Chichén Itzá, poczułem autentyczny respekt do tego, co zostawiły po sobie starożytne cywilizacje i właśnie tego oczekiwałem po tym miejscu. Od zawsze fascynowała mnie kultura starożytnych Majów to, jak budowali te gigantyczne konstrukcje, ich wiedza o gwiazdach i ten specyficzny mistycyzm, który do dziś unosi się w powietrzu. W CDMX miałem też okazję liznąć potęgi Azteków, ale to tutaj, na Jukatanie, historia nabiera zupełnie innego tempa i wrażenia. To nie jest nudne chodzenie po muzeum; tutaj czujesz potęgę tych miejsc każdym porem skóry. Masz wrażenie, że te kamienie wciąż szepczą stare historie, a nowoczesny świat z jego pośpiechem nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jeśli tak jak ja jaracie się dawnymi cywilizacjami, to Meksyk jest dla Was absolutnym „must-see”.

Podsumowując:
To co czyni Meksyk wyjątkowy to ludzie i ich energia! To największy skarb tego kraju. Energia Meksykanów jest zaraźliwa. Nawet jeśli nie znasz hiszpańskiego, dogadasz się uśmiechem i gestami. Mają w sobie jakąś taką radosną dumę i chęć pomocy, która sprawia, że czujesz się tam mile widziany.
Meksyk mnie kupił całym sercem. Swoim chaosem, kolorami i tym, że mimo ogromu, pozwala poczuć się wolnym. To był mój dream i z ręką na sercu mówię: lećcie tam, poczujcie ten kurz na butach i smak tequili o zachodzie słońca. Warto!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ KOLENEJ KSIĄZKI!
KRÓLOWA DRAM! JUŻ W SPRZEDAŻY

Czy zdarzyło Ci się kiedyś marzyć o byciu szczuplejszą, piękniejszą, bardziej perfekcyjną?
Eliza marzy dokładnie o tym samym…, tylko że jej życie wymknęło się spod kontroli i wygląda zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowała. Na co dzień gra rolę lojalnej BFF – mistrzyni od ogarniania problemów wszystkich swoich przyjaciół (przynajmniej tak jej się wydaje). Ale jej własny świat? Cóż, totalna masakra.
Miłość, praca, przyjaciele (czy na pewno nimi są?),rodzina, która nie akceptuje jej życia w stolicy. I właśnie wtedy przychodzi moment olśnienia: jak sama mówi, skoro życie „ucieka jej przez dłonie”, podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – napisze książkę. Tyle, że nie o sobie, lecz o życiu swojego przyjaciela Adasia. Czy to ją uratuje? Czy pogrąży jeszcze bardziej?
Poznaj polską Bridget Jones, królową pomyłek, przekręceń i dram – bo przecież każdy kraj zasługuje na swoją Bridget!
TU KUPISZ KSIĄŻKĘ Z AUTOGRAFEM
Oceń stylizacje
( głosów)👁 Ten wpis został przeczytany 455 razy.
☕ Szacowany czas czytania: 10 min.



Perfect destination for wedding and festive menswear inspiration.
These outfits are perfect for festive occasions.