Dlaczego w XIX wieku faceci ubierali się dużo lepiej…

i co u licha stało się z męskim stylem?

Przeglądając stare fotografie z pierwszej połowy XX wieku, a nawet ryciny z wieku XIX, trudno oprzeć się jednemu wrażeniu: faceci wyglądali po prostu lepiej. I nie mówimy tu wyłącznie o arystokracji czy elitach władzy. Robotnik idący do fabryki, rzemieślnik w swoim warsztacie czy urzędnik spieszący tramwajem do biura, każdy z nich miał w sobie pewną dozę surowej, męskiej elegancji. Dobrze skrojona marynarka, kapelusz, czyste buty. Dzisiejsza ulica zdominowana jest przez dresy, bezkształtne bluzy z wielkimi logo i wszechobecny, bezrefleksyjny casual. Co poszło nie tak? Dlaczego zrezygnowaliśmy z klasy na rzecz totalnego rozluźnienia i gdzie podział się duch dawnego gentlemana?

Dziedzictwo XIX wieku, czyli złoty wiek męskiej sylwetki

Żeby zrozumieć, co straciliśmy, musimy cofnąć się do XIX wieku. To właśnie wtedy, w epoce wiktoriańskiej i w czasach rewolucji przemysłowej, narodził się fundament współczesnego garnituru. Kluczową postacią tego okresu był Beau Brummell człowiek, który zrewolucjonizował męską modę, odrzucając barokowe przepychy, pudrowane peruki i koronki na rzecz prostoty, perfekcyjnego krawiectwa i stonowanych kolorów.

POLECAM: Letni minimalizm…
Jak stylizować len i koronkę w męskiej szafie?

W XIX wieku ubiór faceta nie był kwestią próżności; był wyrazem szacunku do samego siebie oraz do ludzi, którymi się otaczał. Ubranie miało budować autorytet i podkreślać męską sylwetkę. Szerokie klapy marynarek optycznie poszerzały ramiona, kamizelka trzymała w ryzach posturę, a odpowiednia długość spodni i wysokie buty nadawały dynamizmu. Każdy element garderoby miał swoją funkcję, a krawiectwo szyte na miarę sprawiało, że ubranie leżało jak druga skóra, niezależnie od statusu materialnego. Nawet ubożsi mężczyźni posiadali przynajmniej jeden, porządny niedzielny garnitur, o który dbali przez dekady.

Wielkie rozluźnienie – jak wygoda zabiła elegancję

Co zatem stało się w kolejnych dziesięcioleciach? Odpowiedź kryje się w jednym słowie: demokratyzacja. Po II wojnie światowej, a zwłaszcza w szalonych latach 60. i 70., świat drastycznie przyspieszył. Pojawiła się kultura masowa, a wraz z nią odzież produkowana seryjnie (ready-to-wear). Szybko, tanio i dla każdego. Tradycyjne krawiectwo zaczęło przegrywać walkę z maszynami fabrycznymi.

Prawdziwy cios klasycznej elegancji zadała jednak rewolucja technologiczna przełomu XX i XXI wieku oraz narodziny tzw. casual Friday, który z czasem rozlał się na całe tygodnie pracy. Biznesowe guru takie jak Steve Jobs czy Mark Zuckerberg wylansowali kult „antymody”. Milionerzy w wyciągniętych t-shirtach i bluzach z kapturem stali się nowym wzorcem sukcesu. Garnitur przestał kojarzyć się z klasą, a zaczął z nudną korporacyjną smyczą lub sztywnym uniformem polityków. Przesunęliśmy akcent z „jak wyglądam” na „jak bardzo jest mi wygodnie”. Niestety, w tym dążeniu do komfortu całkowicie zatarliśmy granicę między ubiorem domowym a publicznym.

Kultura „Fast Fashion” i utrata męskiego rzemiosła

Współczesny kryzys męskiego stylu to także pokłosie dominacji sieciówek i tzw. szybkiej mody (fast fashion). Dawniej ubrania kupowało się rzadko, ale były one inwestycją. Płaszcz czy wełniany garnitur służyły latami, a naturalne materiały (wełna, len, bawełna o wysokiej gramaturze) pięknie się starzały.

WARTO PRZECZYTAĆ: „Zaczarowane” w oszustach…
„Zaczarowane” w oszustach… Recenzja książki Nataszy Sochy

Dziś szafy współczesnych facetów pękają w szwach od poliestru i akrylu. Ubrania z sieciówek są szyte bez uwzględnienia anatomii – mają pasować „mniej więcej” na każdego, czyli na nikogo. Są jednorazowe, tracą fason po trzech praniach i nie posiadają żadnej struktury. Marynarki bez konstrukcji, tzw. „miękkie”, pozbawione poduszek i płótna, zamiast korygować wady męskiej sylwetki, bezlitośnie obnażają zaokrąglone plecy czy brak klatki piersiowej. Współczesny facet często nie wie już, czym jest dobra tkanina i jak powinna leżeć dobrze skrojona odzież.

Dokąd zmierza męska moda? Światełko w tunelu

Czy jesteśmy skazani na permanentny kryzys i oglądanie stylowych facetów już tylko na archiwalnych zdjęciach? Niekoniecznie. Wahadło mody zawsze odbija w drugą stronę. Po latach totalnego zachłyśnięcia się dresami i stylem streetwear, w męskiej modzie zaczyna kiełkować neoklasycyzm.

Dokąd więc zmierzamy? Przyszłością męskiej elegancji nie jest powrót do sztywnych, XIX-wiecznych surdutów czy noszenia trzyczęściowych garniturów do osiedlowego spożywczaka. Zmierzamy w kierunku tzw. smart casual oraz casual tailoring czyli nowoczesnego mariażu klasyki z wygodą. Faceci coraz chętniej wracają do marynarek, ale łączą je z dobrej jakości golfami, chinosami czy nawet ciemnymi, klasycznymi jeansami bez przetarć. Rośnie świadomość dotycząca jakości materiałów oraz ruchu slow fashion. Chcemy ubrań, które przetrwają lata i mają swoją historię.

ZOBACZ TEŻ: Resort wear dla faceta.
Jak ubierać się na wakacjach i nie wyglądać jak turysta?

Męski styl nie umarł – on po prostu musiał się przedefiniować.

Dzisiejsza elegancja to nie kwestia snobizmu czy ślepego podążania za dawnymi konwenansami. To świadomy wybór. Dobry wygląd to wciąż potężne narzędzie budowania pewności siebie i wysyłania światu sygnału: panuję nad swoim życiem, szanuję siebie i szanuję Ciebie, mojego rozmówcę. Jako zwyczajni chłopacy nie musimy codziennie nosić krawata, ale warto czasem porzucić bluzę z kapturem na rzecz dobrze skrojonej koszuli. Dla własnego, lepszego samopoczucia.

Jakie jest Twoje zdanie? Tęsknisz za czasami, kiedy faceci nosili kapelusze i garnitury, czy uważasz, że obecna wygoda to najlepsze, co mogło nas spotkać? Daj znać w komentarzu pod postem!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: PREMIERA MOJEJ KOLENEJ KSIĄZKI!

KRÓLOWA DRAM! JUŻ W SPRZEDAŻY

Czy zdarzyło Ci się kiedyś marzyć o byciu szczuplejszą, piękniejszą, bardziej perfekcyjną?

Eliza marzy dokładnie o tym samym…, tylko że jej życie wymknęło się spod kontroli i wygląda zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowała. Na co dzień gra rolę lojalnej BFF – mistrzyni od ogarniania problemów wszystkich swoich przyjaciół (przynajmniej tak jej się wydaje). Ale jej własny świat? Cóż, totalna masakra.

Miłość, praca, przyjaciele (czy na pewno nimi są?),rodzina, która nie akceptuje jej życia w stolicy. I właśnie wtedy przychodzi moment olśnienia: jak sama mówi, skoro życie „ucieka jej przez dłonie”, podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – napisze książkę. Tyle, że nie o sobie, lecz o życiu swojego przyjaciela Adasia. Czy to ją uratuje? Czy pogrąży jeszcze bardziej?

Poznaj polską Bridget Jones, królową pomyłek, przekręceń i dram – bo przecież każdy kraj zasługuje na swoją Bridget!

TU KUPISZ KSIĄŻKĘ Z AUTOGRAFEM

Sending
Oceń stylizacje
5 (1 głos)

👁 Ten wpis został przeczytany 1717 razy.

☕ Szacowany czas czytania: 7 min.

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
soap2day
soap2day
1 miesiąc temu

Your blog is a constant source of inspiration for me. Your passion for your subject matter shines through in every post, and it’s clear that you genuinely care about making a positive impact on your readers.

myflixer
myflixer
29 dni temu

I really appreciated practical information I can use while browsing online and I look forward to reading more from you

Letni minimalizm…

Kiedyś było jakoś fajniej…