Okiem laika: Małe Kobietki… film bliski ideału.

Na film „Małe
Kobietki” w reżyserii Grety Gerwig wybrałem się na drugi dzień po wizycie na filmie „365 dni”. Liczyłem na
film, który zatrze negatywne odczucia
po premierze wspomnianego wcześniej filmu. „Małe Kobietki” to film, który zdobył aż 5 nominacji
do Oscarów w tym w kategorii za najlepszy film. Liczyłem na emocjonalne
doznania, być może nietuzinkowe kreacje aktorskie i kino na najwyższym
poziomie. Nie pomyliłem się.

„Małe Kobietki” to filmowe dzieło sztuki. Ameryka lat 60. ubiegłego wieku. To realnie odwzorowany świat w detalach i kolorach. To z pieczołowitą dokładnością podkreślona różnica klas społecznych oraz spojrzenia na przyszłość jaką podążają głowni bohaterowie.

ZOBACZ TEŻ: „365 dni”… Orgazmu nie będzie…

„Małe Kobietki” to historia czterech bohaterek. Każda z
nich, choć są siostrami, jest inna, ma inne marzenia i inny pomysł na swoją
przyszłości. Jednak ich droga życia oraz plan na jej realizację jest tak określona, iż na podstawie
każdej z nich można by stworzyć osobą historię i nowy film.

Fabuła to
niewątpliwie największy atut tej historii. Z pozoru opowiadanie jednej z sióstr, nacechowane
retrospekcją i odniesieniami do przeszłości, w finale zmienia się w fakt
spełnienia marzeń, który
stanowi dopełnienie stwierdzenia, że najlepsze historie pisze samo życie.

„Małe Kobietki” to kino wrażliwe, balansujące gatunkowo pomiędzy dramatem a komedią. Humor staje się tu jednak tylko narzędziem w rękach twórców, bezczelnie rozluźniając skupienie i koncentrację, aby z większą siłą zwrócić uwagę na wewnętrzne dramaty, które stają się prozą życia bohaterek.

Małe Kobietki to film kompletny…

Tu wszytko gra. Osobiście uwielbiam montaż, który jak już wspomniałem miesza na przemian retrospekcję z teraźniejszością. W Małych kobietkach ten czas jest podkreślaniem doznań bohaterek, stawiając przed nimi wyzwania, z którym choć jako dziecko łatwo można było sobie poradzić, w dorosłym życiu okazują się problemami, którym nie jesteśmy w stanie podołać w pojedynkę.

To też bardzo spójny i określony scenariusz. Tu jedno wynika drugiego. Widz
podąża za fabułą, wszystko uzupełnione
jest nastrojową ścieżką melodyczną, która potęguje doznania prezentowane na
ekranie.

Pisząc o „Małych Kobietkach” należy wspomnieć o tym, co zostało docenione (niestety tylko to) w
ramach rozdania tegorocznych Oscarów. Mowa tutaj oczywiście o kostiumach, bez których ten film nie mógłby się udać. Doskonale
dobrane kreacje stanowią idealne uzupełnienie całego obrazu.

Ten film to także kunszt współczesnego aktorstwa młodego pokolenia. Podkreśleniem tego na pewno pozostanie fakt nominacji do nagrody dla najlepszej aktorki przyznane Saoirse Ronan oraz dla najlepszej roli drugoplanowej za sprawą Florence Pugh. Tutaj warto się zatrzymać, bo 24 letnia Florence już dwa lata temu za sprawą premiery filmu „Lady M” urosła dla mnie do rangi najlepszych aktorek ostatnich lat. Gdyby nie konkurencja Laury Dern i jej kreacji w „Historii małżeńskiej”, która nota bene pojawia się w „Małych Kobietkach”, jestem pewny, że Florence urosłaby do rangi faworytów.

W tym filmie jednak trudno wskazać kogoś kto nie podołał swojej postaci, świetnie radzi sobie zarówno Emma Watson, w której po raz pierwszy nie zobaczyłem Hermiony z Harrego Pottera oraz Timothée Chalamet. O tym ostatnim chciałbym wspomnieć totalnie subiektywnie, gdyż jest to pierwsza rola tego bardzo dobrego aktora, za sprawą której…. personalnie go polubiłem.

Podsumowując:

„Małe Kobietki” to cudowne ukojenie moich ran powstałych po
obejrzeniu „365 dni”. To film,
w którym po wyjścia z kina zacząłem szukać jego słabych punktów, zastanawiając się czy
to nie dziwne, że tak hojnie przyznaję 10 gwiazdek. Na koniec przytoczę słowa,
które
wypowiedziałem zaraz po wyjściu z kinowej sali do mojego przyjaciela: Widzisz!
Właśnie tak powinno się robić dobre filmy.

Sending
Oceń stylizacje
5 (2 głosy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Okiem laika: 365 dni… Orgazmu nie będzie…

Ramoneska w męskiej szafie